Dzieci szczęścia






— Czercza — ciągnął dalej, nie zważając na przerwę Heleński — jest widać nietylko nikczemny, ale głupi także...
— Hm, na takiego to już nie wygląda — szepnął oglądając się Gordzicz.
— Co prawda, postąpił z Marcelą nieuczciwie — zawyrokował Janicki.
Nikt przeciw temu nie zaprotestował, Janicki rzadko wygłaszał podobnie konkretne zdania. Szczery przyjaciel zmarłego brał gorąco stronę jego rodziny.
Takie same rozmowy toczyły się w innych grupach. Grono młodszych, mniej poważnych i mniej poważanych, zebrało się w innym kącie.
— No, temu Czerczy teraz się urwało — mówił z nieskrywaną radością jasny blondyn z szeroko otwartemi oczyma, w których nie błyszczała wcale inteligencya — zobaczymy, co on
zrobi, jak mu zbraknie pleców Sawińskiego.
— Co tam teraz o nim mówić! — dodał nadymając wargi brunet z przebiegłym wyrazem twarzy — to wcale nie honorowy człowiek.
Zaręczyć się z panną, a potem ją rzucić — tak się nie postępuje.
— Na dobrą sprawę — wtrącił trzeci — gdyby na świecie była sprawiedliwość, to niktby mu ręki podać nie powinien.
Zaśmiano się nieznacznie, bo ten, co tak mówił, ożenił się z garbatą panną jedynie dla jej pieniędzy, ale pomimo to powtórzono z powagą:
— Tak jest, nie należałoby mu
ręki podawać. W tej chwili wszedł Czercza.
Nie było powodu
odmówić mu podania ręki, bo do nikogo jej nie wyciągnął; śpieszył się widocznie i tylko ogólnem skinieniem głowy powitał obecnych, potem usiadł przy stole i
pisał coś szybko. Gdy powstał, powiódł po zgromadzonych wzrokiem tak bystrym, jak gdyby czytał ich myśli. Był blady, ślady przebytych dni wyryły się na jego twarzy wyraźnie.
Wiedział dobrze jakie sądy wydawano o nim, wiedział, że naj-
surowiej sądzili go ci, którzy najmniej mieli do tego prawa.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 Nastepna>>