Dzieci szczęścia





ja przecież bronić się nie będę.
Oddalił się szybko, a Stanisław pozostał pod wrażeniem słów ostatnich.
Nawet jego apatyczny umysł, wobec grozy położenia, zbudzić się musiał.
Po śmierci ojca wystąpił cały szereg wierzycieli,
którym należały się większe i mniejsze sumy.
Oprócz banków, w których Sawiński miał wyczerpane kredyta, były rachunki bieżące z dostawcami, zwykle płacone kwartalnie; magazyn, w którym ubierała się Marcela i Jadwinia,
żądał zapłaty za suknie balowe, żałobę i różne drobiazgi. Służba także dopominała się o zasługi.
Słowem działo się to, co bywa zwykle przy upadku domu, prowadzonego na wielką skalę.
Na ruchunek wierzytelności zajęte zostały sprzęty.
Opieczętowano większą część apartamentu, zostawiono parę pokoi tylko na użytek sióstr i Stanisława.
Widząc to, służba rozeszła się nie czekając uwolnienia, unosząc, co kto mógł.
W kuchni pozostała tylko kulawa Magda, pomywaczka trzymana z łaski, która nie miała gdzie się udać.
W pierwszych dniach po śmierci Sawińskiego ci, co korzystali z gościnności jego domu, składali rodzinie kondolencyjne wizyty. Nie przyjmowano jednak nikogo.
Teraz, gdy rozeszła się wieść o klęsce majątkowej, o zerwaniu małżeństwa Marceli, nie przychodził już nikt.
— Widzi pani — mówiła z tryumfem sędzina Ożycka do spotkanej w Saskim ogrodzie doktorowej. — Wiedziałam ja dobrze, co się u Sawińskich święci.
— Prawda, prawda!
— odpowiedziała Rylska z całem uznaniem dla mądrości swej przyjaciółki.
— I ten Czercza — dodała po chwili — ktoby się po nim tego spodziewał! Taki śliczny chłopiec!
— Tak to zawsze; w nieszczęściu nie ma przyjaciół!
— Ależ narzeczony — narzeczony! — wołała doktorowa, którą ten ostatni fakt najwięcej zaciekawiał.
— Alboż pani nie wie, że dziś małżeństwa są tylko rzeczą interesu! — ofuknęła ją sędzina.
— Czy pani była u nich?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 Nastepna>>