Dzieci szczęścia





Brwi teraz ściągnięte, łączyły się wyraźniej twardą linją, nadającą ponurą surowość rysom.
Oczy zapadłe nieco przez te dni trudów i bezsenności, zdawały się powiększone, paliły się wśród przyciemnionych powiek ogniem refleksyi i woli.
Siedział nieruchomy ze źrenicami sztywno wbitemi przed siebie w przedmioty, których nie zdawał się widzieć, zapatrzony w głąb własnej myśli.
Wśród miasta już wychylił się przez okno i zamiast do Sawińskich, kazał się zawieźć do siebie.
Kiedy Marcela uspokoiła się trochę, szukała przy sobie Ryszarda i zapytała o niego brata.
W chwili w której najdotkliwiej dało się jej uczuć sieroctwo, potrzebowała spojrzeć w oblicze jego, by zaczerpnąć siły i odwagi.
Sądziła, że zastanie go już w tym smutnym, pustym, przerażającym domu, gdzie wszystko mówiło o zmarłym, przypominało przeszłość; sądziła, że on odczuje tę potrzebę jej
serca — zwrócenia się teraz do przyszłości, że osłodzi jej tę okropną chwilę. Ale go tutaj nie było...
Stanisław rzucił się jak długi na szezlong w pokoju siostry i milczał pognębiony.
— Czy Ryszard nie mówił ci, kiedy tu będzie? — spytała go Marcela.
Stanisław wzruszył ramionami.
— Nie mówił nic. Musi być zmęczony, odpoczywa także.
Siostra nie odpowiedziała.
Czyż on mógł znaleść spoczynek zdala od niej, czyż nie odczuwał już tętna jej zbolałego serca?
Zrozumiała teraz, iż on nie mógł podzielać w zupełności jej żalu: on nie stracił ojca, jak ona.
Fakt to był naturalny, a jednak uczuła w nim coś na kształt rozdźwięku; zrodziło się w niej jakieś cierpienie nowe, odmienne, osobistej natury.
Ryszard stawił się dopiero na drugi dzień; zamieniwszy parę słów z Marcelą, udał się do Stanisława.
Nadeszła pora rozpatrzenia się w interesach zmarłego; interesa te chciał wyrozumieć wraz z jego synem.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 Nastepna>>