Dzieci szczęścia






O tej godzinie znaleźć pomoc lekarską było rzeczą trudną. Zresztą wszelka pomoc była już od dawna zbyteczną.
Upłynęło wiele czasu, zanim przywołany lekarz przybył, na to tylko, by stwierdzić śmierć, spowodowaną atakiem apopleksyi piornnującej.
Doktor, odchodząc, rzucił zwykłe w podobnych razach słowa.
— A przestrzegałem pana Sawińskiego... Wiedziałem, co mu grozi. Skarżył się nieraz na zawrót głowy, duszność.
Nie chciał mnie słuchać. Pracował za wiele...
Pracował za wiele! — te słowa rozległy się w sercach dzieci, jak wyrzut straszliwy. Pracował przecie dla nich!
Teraz już cala rodzina zgromadziła się w pokoju zmarłego; Marcela nawet, otrzeźwiona, przywlokła się tutaj.
Była ona najukochańszem dzieckiem ojca, powiernicą zamiarów, przyjaciółką, ona też może najsrożej cierpiała.
Stała, wsparta o krawędź łóżka ze złożonemi rękoma zamknięta w sobie, jak zawsze, podobna do białego posągu boleści.
Żal jej swym głębokim charakterem stanowił kontrast z dziecinnemi łzami Jadwini, z twarzą brata, w której znać było tyle przynajmniej frasunku, co żalu.
Tak zastał ją Ryszard, który, śpiesząc tutaj według zwyczaju, spotkał się we drzwiach z okropną wieścią.
Marcela usłyszała go, rozeznała zbliżające się kroki, zwróciła się ku niemu, jakby szukała
wsparcia, opieki, i skłaniając głowę na jego ramię, wybuchnęła spazmatycznym
płaczem. Zdawało się jej, iż po ciosie, jaki ją spotkał, kochała go więcej jeszcze. On był teraz dla niej jedyną ostoją, podporą jedyną.
Przerażona nagle poniesioną stratą, pomyślała, iż stracić go może także, i garnęła się do niego, jakby osłonić mogła swą miłością od niewidzialnych pocisków śmierci.
Ryszard przycisnął ją do siebie. Miał do tego prawo. Wszak wczoraj jeszcze uroczyście zaręczyli się z sobą.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 Nastepna>>