Dzieci szczęścia





Pokojówka tylko słyszała od stróża, iż panienka zezeszła, niosąc walizkę w ręku, którą on pomógł jej włożyć do dorożki.
Gdy to mówiła, spoglądała w dziwny sposób na Marcelę.
Czemprędzej wyprawiła dziewczynę i drżącą ręką wzięła znów list siostry.
I nagle zrobiła się w jej myśli jasność wielka. Słowa listu wytłumaczyły jej ucieczkę, i łzy wczorajsze, i dziwne zachowanie się Jadwini.
Wszystkiego tego powodem był prezes.
Przyłożyła ręce do czoła, uderzona strasznem uczuciem.
Dotąd sądziła, iż pomiędzy nią i nim szła partya, jeszcze nierozegrana, w której co wieczór przechylała bardziej na swoją stronę szalę zwycięstwa, pewna niemal, że
ostatecznie przyjdzie chwila, gdy on, zdając się na łaskę i niełaskę, przyjmie jej warunki.
Teraz zrozumiała nagle, że to ona pokonaną została.
Winna, czy nie — była zgubioną w oczach świata, w oczach własnej siostry. Wszystko to łatwo było przewidzieć — ona jednak nie przewidziała.
I jak uderzona gromem, załamała ręce w niemej boleści.
Stanisław powracając do domu, zasłyszał coś od służby o ucieczce Jadwigi, i wpadł do buduaru siostry.
— Cóż to się stało? Gdzie Jadwiga? — zawołał gwałtownie.
Zwróciła się do niego, chciała mu wytłumaczyć, pokazać list odebrany, ale on pytał o fakt.
— Jakim sposobem przyszło do podobnego głupstwa?
Nie umiała go objaśnić.
— Czy ja na to zasłużyłam! — wołała — czyż zasłużyłam!
Obojętne i chłodne źrenice Stanisława spoczywały na siostrze nieruchome, nie przeczył jej, ani przytakiwał.
Wiedział, dla czego Jadwinia dom opuściła, wszakże powiedziała mu to wczoraj wyraźnie. Ale nie miał jasnego pojęcia, czy Marcela rzeczywiście zasłużyła na to, co ją spotkało.
— Czyż mogłam przypuścić? — szeptała wśród łez.
— Już co przypuścić, toś mogła — odparł brutalnie — znasz przecież dość świat, by wiedzieć, jak jest podejrzliwy.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>