Dzieci szczęścia





— zawołała — teraz położenie nasze się zmieniło. Pozwól mi odetchnąć i nie myśleć o nim.
Brat spojrzał na nią podejrzliwie.
Suma ta przynosiła im ulgę, ale nie zmieniała z gruntu położenia. Czyżby wiedziała coś więcej i przed nim ukrywała... Próbował ją wybadać ostrożnie, bez obudzenia nieufności.
— To dziwne — wyrzekł, patrząc jej wprost w oczy — iż w papierach ojca nie było wzmianki żadnej o tej sumie.
Nie zafrasowało jej to wcale.
— Prezes musiał ją mieć zapisaną, lub pamiętał o niej. Czyż to nie na jedno wychodzi?
— Postąpił bardzo szlachetnie — rzucił po chwili. Wzruszyła ramionami.
— To rzecz tak prosta... — wyrzekła ze wspaniałem lekceważeniem — zrobiłby to każdy.
— Ostatecznie, czy nie domyślasz się — zawołał zniecierpliwiony — dlaczego tobie, która się do interesów nie mieszasz, odesłał pieniądze?
Zamyśliła się i nagle rumieńce wystąpiły jej na twarz. Stanisław sądził, iż podejrzenia ich się zbiegły; ale słowa jej wyprowadziły go z błędu.
— Ah!
— szepnęła z boleścią — pewno ktoś obmówił cię przed nim.
— Jakto! — zawołał — ty myślisz, że nie chciał zawierzyć mi tej sumy?
— Inaczej, dlaczegóżby mnie ją odsyłał?...
Więc to było podejrzenie jedyne, jakie jej się nasunęło?
Patrzała na niego przejrzystym wzrokiem tak pełnym szczerości, iż musiał uwierzyć temu. Wobec nieokreślonego położenia należało postępować bardzo oględnie.
— Marcelo!
— wyrzekł, biorąc jej ręce w swoje — nie ufaj temu niespodzianemu uśmiechowi losu, nie zrażaj pana Melchiora.
Rzuciła mu się na piersi, jakby w jego ramionach szukała obrony przed ohydną przyszłością.
— Ob!
— szepnęła — wiem, że mi nic innego
nie pozostaje; trzeba mi przyzwyczaić się do tej myśli. Ale dziś — teraz, tak nagle, ja nie mogę... nie mogę... nie mogę!
Powtarzała te słowa wśród łez, które napełniły jej oczy.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 Nastepna>>